Słuchowisko – Skarb Templariuszy – Legendy miasta Bolków

W malowniczym miasteczku Bolków prawdopodobnie ukryty została Skarb Templariuszy. Czy to prawda? Czy ktoś go kiedykolwiek znalazł? Niezwykłe słuchowisko o czarach, magii i zagadkowych sytuacjach zakorzenionych w Bolkowie

 

 


Wersja tekstowa słuchowiska
SKARB TEMPLARIUSZY

NARRATOR: Dawno, dawno temu miasteczko Bolków słynęło z tradycji rzemiosła. Rozwinął się tu handel suknem oraz produkcja gorzałki. Kiedy na zamku bolkowskim rezydował burgrabia Mathias von Logau tętnił życiem jarmark organizowany w każdą sobotę na rynku. Tłoku tu było, co nie miara.

HANDLARZ PIWEM: piwo, piwo pszeniczne! Piwo, jasne klarowne, prosto z Wrocławia! Lepsze niż świdnickie, piwo pszeniczne, prosto z Wrocławia!

NARRATOR: wyróżniał się w tłumie głos handlarza piwem.

 PIERNIKARKA: Pierniki! Korzenne pierniki! Dla panny i kawalera! Pachnące miodem, pieprzem i cynamonem! Pierniki! Śląskie pierniki! Biją Toruń i Norymbergę o głowę!

NARRATOR: – przekrzykiwała wszystkie kramy piernikarka z Niemczy. 😉

NARRATOR: Kupcy i przybysze podążający na targ korzystali z gościny w tawernie położonej w ciasnej uliczce u stóp zamkowego wzgórza. Gospodę prowadził z żoną chytry karczmarz Fritz. W tym samym zaułku miał swoją kuźnię kowal Klaus1. Nad interesami kowala czuwała skąpa żona. Obaj panowie mieli w zwyczaju przesiadywać wieczorami przy gorzałce, by do późnych godzin nocnych oddawać się namiętnie grze w karty. Fritz i Klaus dzielili również jedną stajnię. To tutaj podróżni robili postój, dla zmęczonych koni. Podczas gdy przybysze bawili w gospodzie, kowal czerpał zysk z podkuwania koni. Pewnego wieczoru rzekł Fritz do Klausa tasując karty do rozpoczynającej się właśnie gry w Kasztelana:

FRITZ: przydałby się sąsiedzie stajenny; moją żonę ręce bolą od noszenia wiader z wodą. KLAUS: Niegłupi pomysł sąsiedzie. Z kolei moja żona kicha, kiedy poczuje końską grzywę

FRITZ: Zaoszczędźmy i zatrudnijmy syna biednego szewca

KLAUS: Tak zróbmy!

NARRATOR: – odparł Klaus. I tak w stajni pojawił się młody parobek. Był to bystry chłopak o imieniu Jędrek.

FRITZ: będziesz robił za dwóch, w zamian pozwolimy ci spać tu za darmo

JĘDREK: Stokrotnie dziękuję Ci zacny Panie. Wskaż proszę moją kwaterę

NARRATOR: – zwrócił się Jędrek do karczmarza.

KLAUS: Jaką znowu kwaterę? Chyba ci się chłopcze we łbie przewróciło. Będziesz spał na słomie razem z końmi – oburzył się kowal.

NARRATOR: Zbliżało się lato roku 1569. Był to trudny czas dla mieszkańców Bolkowa, bowiem susza dotknęła okolice.

NARRATOR: Niechby burgrabia wodociągi naprawił, w naszych studniach wody jak na lekarstwo – dyskutowano w tawernie.

HANDLARZ PIWEM: Jak z husytami walczyliśmy, też nie było w mieście wody. Tak gadają. Jeszcze pięć stuleci minie, nim się bolkowianie z naprawą wodociągów uporają

NARRATOR: – narzekał handlarz piwem łakomie gasząc pragnienie przechylając drewniany kufel pszenicznego trunku.

NARRATOR: – Tymczasem susza nie ustępowała. Z nieba lał się żar.

FRITZ: Idźże chłopcze po wodę dla koni, studnia na podwórzu wyschła

NARRATOR: – ponaglał Jędrka karczmarz Fritz. Stajenny niewiele myśląc chwycił wiadra. Wiele godzin włóczył się po mieście od domu do domu, w nadziei, że któryś z gospodarzy okaże mu serce.

 NARRATOR: – ulitował się nad Jędrkiem napotkany giermek zarządcy zamku. Pozwolił czerpać wodę ze studni burgrabiego na dziedzińcu zamkowym. W zamian Jędrek miał zaprowadzić gościa z dalekiej krainy do gospody

NARRATOR: – Jędrek nie czekał długo na przybysza. Z zamku wyszła tajemnicza postać ubraną w długą pelerynę, z mieczem u boku i z hiszpańskim hełmem na głowie.

JĘDREK: zaprowadzę Cię do gospody Panie

NARRATOR: oznajmił nieznajomemu. Postać odwróciła się. Zaskoczony stajenny ujrzał szczupłej sylwetki starszego męża z siwą, spiczastą bródką.

HISZPAN: Jestem rycerzem w służbie cesarza Karola. Podróżuję po Europie zbierając ochotników na wojnę, która niebawem wybuchnie.

JĘDREK: Z kim będziesz walczyć Panie?

HISZPAN: Z innowiercami. Chrześcijaństwo chyli się ku upadkowi, albowiem Turcy Osmańscy nadciągają. Tylko wspólnymi siłami ich pokonamy

JĘDREK: Dotarliśmy na miejsce. Wejdź Panie do gospody i odpocznij. Daleka podróż przed tobą

HISZPAN: Dzięki Ci za troskę młodzieńcze. Niestety, noszę przy sobie w skórzanej sakiewce dużo hiszpańskich guldenów. To żołd dla zwerbowanych na wojnę rycerzy. Nie mam gdzie ich zdeponować

NARRATOR: – ubolewał stary rycerz. Rozmowie podróżnego ze stajennym przysłuchiwała się żona karczmarza i żona kowala. Natychmiast otworzyły drzwi przed podróżnym:

ŻONA FRITZA / ŻONA KLAUSA: Wejdź Panie, napij się z nami zimnego piwa pachnącego świeżo sfermentowanymi drożdżami

NARRATOR: – zachęcały żona Fritza i Klausa wpatrując się w sakiewkę podróżnego.

ŻONA FRITZA / ŻONA KLAUSA: A ty chłopcze nie zagaduj wielmożnego Pana, tylko przynieś trunku

NARRATOR: – Sędziwy rycerz wszedł do środka i usiadł w rogu gospody

NARRATOR: Kiedy nadszedł Jędrek z kuflem pszenicznego napoju, nachylił się nad przybyszem i rzekł ściszonym głosem:

JĘDREK: Włóż Panie do sakiewki garść żetonów do gry w tryktraka. Znajdziesz je na blacie sąsiedniego stołu. Pieniądze z sakiewki ukryj zaś w poduszce, w izbie której będziesz spał

JĘDREK: Jeśli tego nie zrobisz, chciwe żony karczmarza i kowala spiją cię i okradną podczas snu

NARRATOR: – Podróżny postąpił, jak go pouczył Jędrek. W nocy do izby hiszpańskiego rycerza zakradły się dwie postacie i skradły sakiewkę. Rano rycerz podkuł konia i na pożegnanie zwrócił się do stajennego z następującymi słowami:

HISZPAN: Mój drogi Jędrku, wiele Ci zawdzięczam, bowiem królewskie złoto przeznaczone na chwalebny cel nie zostało utracone. W podzięce zdradzę ci sekret związany ze skarbem ukrytym w twoich stronach. Dlatego słuchaj uważnie. Przed laty poznałem w Hiszpanii potomka rycerza, który walczył w czasie krucjat w Ziemi Świętej. Jego przodek należał do zakonu templariuszy. Zakonnicy wywieźli do Europy skarb złożony ze złota i drogocennych klejnotów. Stare kroniki mówią, że w drodze na zachód zakonnicy osiedli na piastowskiej ziemi. Słyszałem, że skarb został ukryty w Bolkowie. JĘDREK: To niewiarygodne! Jeden z templariuszy przekazał w testamencie informację o skarbie w Bolkowie, jednak żaden z jego potomków nie potrafił zinterpretować wskazówek niegdyś zapisanych.

JĘDREK: Jakie to wskazówki Panie?

HISZPAN: Testament templariusza przekazany mi przez jego spadkobiercę głosi: TYLKO TEN KTO ODWAŻNY, SKARB ODNAJDZIE. SPÓJRZ W DÓŁ, A UJRZYSZ GWIAZDY I KSIĘŻYC. PRZEBIJ GŁOWĄ NIEBO”

JĘDREK: Tajemniczo brzmią Twoje słowa Panie

NARRATOR: – rzekł Jędrek i podziękował hiszpańskiemu rycerzowi za ujawnienie sekretu. HISZPAN: Żegnaj, niech los Ci sprzyja!

NARRATOR: Tymczasem słowa podróżnego ponownie podsłuchały chciwe żony karczmarza i kowala.

ŻONA FRITZA: Natychmiast musimy powiadomić naszych mężów

ŻONA KLAUSA: Skarb nie może trafić w ręce byle parobka

NARRATOR: – Wieczorem naradziły się z mężami:

FRITZ: wskazówki są proste. Że też nikt ich nie odgadł. Tylko z wysokiego punktu uda mi się spojrzeć w dół. Chyba wiem, skąd mogę patrzeć na księżyc położony w dole. Na szczycie ratuszowej wieży jest miedziana chorągiewka zdobiona motywem półksiężyca. Chorągiewka wskazuje kierunek wiatru. Szczyt wieży z pewnością kryje skarb. Nie boję się wysokości. Wieczorem tam się dostanę i nikt mi w tym nie przeszkodzi!

NARRATOR: – zacierał ręce Fritz.

ŻONA FRITZA: Jehehe! Skarb już nasz!

NARRATOR: – uśmiechnęła się pod nosem żona karczmarza zacierając ręce. O zmierzchu Fritz wdrapał się pokonując kolejne kondygnacje ratusza na sam dach.

FRITZ: Jak tu stromo!

NARRATOR: – przez moment przeszył go strach. Jednak chciwość wzięła górę nad rozsądkiem. Sięgając po chorągiewkę na czubku wieży Fritz stracił równowagę.

FRITZ: Aaaaaaa!

 

chwila ciszy

NARRATOR: – rozległ się krzyk spadającego w dół karczmarza.

ŻONA FRITZA: Łolaboga, łolaboga, co ja pocznę!

NARRATOR: – darła się w niebogłosy jego żona.

ŻONA FRITZA: Straciłam męża i źródło dochodów!

NARRATOR: – lamentowała. Trup Fritza leżały u stóp ratuszowej wieży. Widząc to żona Klausa śmiała się pod nosem i tak zwróciła się do męża:

ŻONA KLAUSA: Idźże teraz ty po skarb, jesteś mądrzejszy od tego nieszczęśnika

NARRATOR: – poganiała męża.

KLAUS: Co racja, to racja. Rozwiązanie zagadki kryje się gdzie indziej. Co niedzielę byłem tak blisko skarbu. Musi on być ukryty w naszym kościele. Wnętrze miejskiej fary pokrywa sklepienie, które przecinają kamienne żebra. Ta konstrukcja to istne niebo. Dekorują ją namalowane jeszcze w czasach Piastów gwiazdy

ŻONA KLAUSA: Puknij się w głowę. Jak chcesz przebić głową ceglaste sklepienie?

KLAUS: Nie strzęp języka babo. Ze sklepienia zwisa przez otwór świecznik. Wskoczę na świecznik z empory i przecisnę się przez otwór w sklepieniu. Tak przebiję nieboskłon.

ŻONA KLAUSA: To ci mądrala. Więc skarb ukryto na strychu świątyni

NARRATOR: W pierwszą niedzielę lipca, a było to święto Apostoła Tomasza, Klaus zakradł się do kościoła o świcie. Ukrył się na emporze i czekał do zakończenia nabożeństwa.

NARRATOR: Gdy świątynia opustoszała, wskoczył na świecznik i po sznurze wdrapał się pod samo sklepienie.

KLAUS: Coś wąski ten otwór, ale niech tam, jak dotarłem tak wysoko, poradzę sobie dalej

KLAUS: Ech, ech, utknąłem!

NARRATOR: – Klaus im bardziej wiercił się, tym bardziej się zaklinowywał w otworze. Zdążył tylko spojrzeć wokół, by stwierdzić że o zgrozo, na strychu niczego poza gołębiami nie ma!

Z minuty na minutę kowalowi coraz trudniej było złapać tchu, aż wyzionął ducha.

ŻONA KLAUSA: Łolaboga, łolaboga, co ja pocznę!

NARRATOR: – darła się w niebogłosy jego żona.

ŻONA KLAUSA: Straciłam męża i źródło dochodów!

NARRATOR: – lamentowała wdowa. Jeszcze tego samego dnia stajenny Jędrek postanowił udać się po wodę do zaprzyjaźnionego giermka na zamek. Wspinanie się z wiadrami pod górę zamkowego gościńca zmęczyło go, a jeszcze bardziej odczuł zmęczenie, kiedy wyciągał pełne czerpaki ze studni. Postanowił odpocząć chwilę w cieniu rozłożystego dębu. Usiadłszy pod drzewem, natychmiast zasnął. Zmęczenie dało znać o sobie. Młodzieniec ocknął się gdy nastała noc.

JĘDREK: Czas już wrócić do stajni. Z rana obie wdowy będą mi ciosać kołki na głowie              

NARRATOR: – wzdrygnął się na myśl o swoich chlebodawczyniach. Podnosząc wiadra z wodą nachylił się nad studnią. Chwilę się zastanowił, cofnął się i zatrzymał wypuszczając czerpaki z rąk, rozlewając przy tym zawartość.

JĘDREK: Skarb templariuszy!

NARRATOR: – krzyknął. Oto jego oczom ukazał się księżyc i gwiazdy w odbiciu lustra wody na dnie studni. Jędrek przypomniał sobie wskazówkę hiszpańskiego rycerza. Zdjął koszulę, przywiązał się liną do końskiej uprzęży, nabrał powietrza w usta i wskoczył do studni. A że był dobrym pływakiem, bez trudu zanurkował w podwodne czeluści. Na dnie studni natrafił na drewnianą skrzynkę z metalowymi okuciami. Z pomocą konia stojącego nieopodal, wyciągnął znalezisko. Po otwarciu kuferka jego oczom ukazało się dziesiątki złotych monet oraz drogocenne kamienie.

JĘDREK: Za kilka z tych kamieni mogę wykupić karczmę, a za garść złotych monet kuźnię

NARRATOR: – uradował się. Młodzieniec dobrze spożytkował znalezione kosztowności. Nabył od burgrabiego bolkowski zamek i doprowadził wodę pitną do każdego domostwa w okolicy. Odtąd nikt już nie narzekał na suszę. Chcecie wiedzieć co się stało z chciwymi żonami karczmarza i kowala? Do końca życia zajmowały się szorowaniem końskich grzyw oraz podkuwaniem zwierząt.

Koniec